W stronę światła

Ze szkłem powlekanym jest trochę jak z człowiekiem. Warto dotrzeć do jego wnętrza, by odkryć w nim ukryte światło. Trzeba mieć jednak bardzo dużo cierpliwości, by dojrzeć ten jasny punkt.

Szkło powlekane przypomina odrobinę egzotyczny owoc. Najczęściej warstwa wewnętrzna jest matowa- zbliżona do białego koloru, a warstwa zewnętrzna- kolorowa. Dzięki mozolnej pracy na warsztacie grawerskim uzyskuje się dwubarwny rysunek.

Na początku jest jednak pomysł. Obraz, który powstaje w wyobraźni. Za pomocą pisaka zaznacza się główne podziały, szlify i właściwy rysunek. Następnie trzeba utrwalić z pomocą tarczy kontury, by rysunek nie spłynął w trakcie pracy a następnie usunąć zbędne warstwy szkła kolorowego, pod którymi znajduje się to bezbarwne. To najmniej efektowna część pracy. Tarczami wygładza się mozolnie chropowatą powierzchnię. Przypomina to bardziej pracę dentysty niż grawera. Po wielu godzinach skoncentrowanej pracy powierzchnia staje się gładka i lekko matowa, a spod palców zaczyna wyłaniać się obraz, który chcieliśmy utrwalić w szkle. Z pomocą zmienianych, coraz mniejszych tarcz, uzyskuje się różne odcienie kolorowego szkła. To najbardziej frapująca część pracy. Tarcze są tym, czym są dla malarza ołówki. Każdy ruch musi być przemyślany. Zbyt duży pośpiech pociąga za sobą błędy, których nie da się poprawić. Przecięcie koloru może oznaczać zmarnowanie kilkudniowej pracy.

Czasem warto jeszcze zafundować gotowemu szkłu kąpiel w kwasie. Trawienie kwasem szklanej powierzchni nadaje mu blask i głębię.

Potem trzeba to szkło ustawić, by zaczęło mówić własnym językiem. Ustawione do światła zaczyna żyć sekretnym życiem, dając początek własnym opowieściom. O każdej porze dnia jest trochę inne, odbija inaczej światło, ożywa w promieniach słonecznych. Dla nas jest niczym telewizor, w który moglibyśmy wpatrywać się godzinami.