Ogniskowa

Trudno już dojrzeć co w życiu jest ważne. W zalewie chłamu na jednym wydechu czytam o wrzodach na dupie Iksińskiego, piesku Igreka i dramacie rodziny Smolińskich po stracie syna. Z rosnącą obojętnością skaczę z wiadomości na wiadomość, które niczego nie wnoszą do życia, prócz kilku straconych godzin przed szklanym ekranem.

Profesor Gadacz powiedział kiedyś w jednym z udzielonych wywiadów, że jeżeli się czegoś nie rozumie, to się milczy. Łapię się coraz częściej więc na tym, że przestaję mówić.

Zamiast tego czasem czytam. Z trudem przedzieram się przez barwne newsy o kolejnych ?zneutralizowanych celach? na Bliskim Wschodzie czy ?intensyfikacji obecności wrogiego wojska na pograniczu? Ukrainy. Aby tylko broń Boże nie nazwać rzeczy po imieniu, nie przyznać, że dokonano ludobójstwa i powiedzieć jasno, że mamy do czynienia z wojną.

Każdy broni się przed tym zalewem jak może. Ja okopałem się w swojej pracowni. Skoro trudno mi się cieszyć globalnie, musiałem zmienić ogniskową.

Biorę do ręki szklankę i maluję na niej flamastrem swoją rzeczywistość. Opowiadam historie, którym dopisuję własny happy end. Cieszę się ciepłem pieca i z niecierpliwością wyczekuję słońca, które roztopi śnieg.

Moja wolność, której nikt mi nie zabierze.