Dobry artysta to martwy artysta

bo niczego nie chce, o nic nie prosi i niczego nie kontestuje. Zatem można wtedy mówić, że i owszem, że tak- a on co najwyżej w grobie się przewróci lub oczami pustymi wywróci.

Póki co jednak to żyję i mam się całkiem dobrze. Podobnie jak mój ojciec Konstanty. W pracowni leży kilka rzeźb, inne upchane po kątach w domu spoglądają z cierpliwością czekając na odrobinę uwagi i czasu.

Na wykonanie jeszcze w tym życiu- dodam na marginesie.

Pomyślałem, że może w mieście, w którym tli się jeszcze szczątkowe życie, warto pokazać prace swoje i ojca.

Dorobek Konstantego jest spory. W latach osiemdziesiątych zaczął eksperymentować z wierceniem szkła. Był prostym grawerem w Hucie Szkła `Sudety` w Szczytnej, czas na eksperymentalne techniki kradł rodzinie, zostając po godzinach w pracy. Nigdy nie zabiegał o poklask i uwagę, chociaż był często ostatnią deską ratunku dla wielu artystów, którzy chcąc zrealizować swoje wizje, zwracali się w hucie do niego o pomoc. On wiedział jak. Jest jednak kimś więcej niż sprawnym rzemieślnikiem.

W naszej Galerii znajduje się sygnowany talerz wykonany przez ojca z tamtego okresu. Kiedyś zaświtało mu, że wiercąc szkło można uzyskać głębie. Był prekursorem techniki, którą pokazał nieopatrznie późniejszym tzw. artystom podczas gościny w jego własnym domu. Nie przypuszczał, że po latach zobaczy rzeźby podczas jednego z wernisaży, na którym wrocławski artysta z ASP czerpał bez żenady z artystycznej wyobraźni ojca.

Co może jednak wiedzieć prosty Nikifor bez szkoły i wykształcenia? Coś jednak miał do powiedzenia, skoro został finalistą w międzynarodowym, elitarnym konkursie szkła artystycznego w Kanazawie. Praca ta została jednak zamknięta w kazamatach jeleniogórskiego Muzeum. Inne prace można obejrzeć w Muzeum Ziemi Kłodzkiej w Kłodzku, a ostatnio ojciec zaprezentował w Muzeum Filumenistycznym w Bystrzycy Kłodzkiej akwarele balansujące zdaniem dyrektora tamtejszej placówki- Tomasza Nowickiego, na pograniczu kubizmu i abstrakcji. Ojciec na szczęście dalej tworzy, znajdując przyjemność również w malarstwie. Już jako szczęśliwy emeryt, bez presji- ma komfort pracy, którego ja długo mieć nie będę.

Ojciec nie bywa. O jego kunszcie świadczą prace. Większość z nich nie dokumentował, ale zostało dość, by pokazać jego wszechstronność.

Wiem jednak, że przekazał mi całą wiedzę, której nie roztrwonię. Z szacunku dla niego i dla jego twórczości. Wystawę będziemy mięli. Może nie w Jeleniej Górze, bo to niepoprawne szczekających Nikiforów publicznie pokazywać. Lepiej byłoby jak u Picassa albo u Turkiewicza. Pośmiertnie.

Ojciec nie znajdzie się na okładkach kolorowych magazynów. Nie wystąpi u Wojewódzkiego ani nie zatańczy z Maserakiem w parze. On nawet nie pomyśli o sobie, że artysta. Wciąż jednak burzy się w nim krew, spoglądając na rzeźby stawiane w jeleniogórskim muzeum, że może trzeba było nie wyciągać tej flaszki, jak wpadli z wizytą Artyści. Bo przecież winko można było z nimi wysączyć podczas wernisażu. Swojego, oczywiście.